wtorek, 8 września 2015

Co nas "zapycha"- zaskórniki część III

 Cześć

 Zapraszam do zapoznania się z kolejnym postem dotyczącym problemu zaskórników. Poprzednia część dotyczyła parafiny, która z racji swojej wszechobecności zasłużyła sobie na obszerniejszy opis. Dzisiaj przedstawię kolejny składnik. Kolejność prezentowanych przeze mnie substancji nie jest przypadkowa- zaczynam od tych, które w skali komedogenności otrzymały 5 punktów, co oznacza, że ich działanie w tym obszarze jest najsilniejsze. Opisy nie będą tak wyczerpujące jak w przypadku np. parafiny, ale mam nadzieję, że mimo wszystko każdy dowie się czegoś interesującego i dzięki temu będzie bardziej świadomy w dokonywaniu wyborów.

MIRYSTYNIAN IZOPROPYLU - Jest to ester kwasu mirystynowego. Występuje jako bezbarwna i bezwonna ciecz. Nie rozpuszcza się w wodzie ani w glicerynie, ale jest substancją rozpuszczalną w etanolu, olejach roślinnych, a także w innych substancjach tluszczowych. Jako składnik wielu produktów kosmetycznych pełni kilka funkcji:

-  Jest rozpuszczalnikiem dla innych substancji między innymi dla silikonów
-  Wpływa na konsystencję produktu(obniża jego lepkość)
- Oddziałuje na właściwości aplikacyjne ( ułatwia rozprowadzanie kosmetyku zwiększając "poślizg"
- Syntetycznie wytworzony zastępuje miejsce naturalnych lipidów
- Emolient, który tworzy na powierzchni skóry warstwę okluzyjną, która zapobiega utracie wody
-  Wiąże inne substancje komponujące dany produkt.

 Karta charakterystyki tego związku mówi, że jest to substancja nietoksyczna i całkowicie bezpieczna. Jest to zamiennik olejów roślinnych, które w kosmetykach naturalnych pełnią funkcję emolientów. Mirystynian izopropylu ma także wykazywać działanie nawilżające. Przestrzegam przed takimi informacjami zwłaszcza jeżeli mówimy o związkach syntetycznych. Warstwa okluzyjna, która zostaje utworzona na powierzchni naszej skóry faktycznie zatrzymuje wodę. Nasza skóra WYDAJE SIĘ BYĆ bardziej nawilżona. Jednakże ta sama warstwa utrudnia wymianę gazową dzięki czemu gruczoły łojowe ulegają zatkaniu i w efekcie po uczuciu nawilżenia występuje uczucie podskórnych grudek.  Nic, co nie zostało stworzone naturalnie nie będzie oddziaływać na skórę w pełni pozytywny sposób. Wszelkie syntetyczne związki mimo zapewnień o bezpieczeństwie i nietoksyczności nie będą sprawdzać się tak jak te naturalne. Oczywiście, są osoby, które nie odczują tego w tak drastyczny sposób. Jednakże nie każdy może się poszczycić nieskazitelną cerą. Większość osób to jednak alergicy, czy też konsumenci zmagającymi się z pewnymi niedoskonałościami. Część ( między innymi ja) to posiadacze skóry atopowej i zmagający się do tego wszystkiego z trądzikiem. Takie związki jak mirystynian izopropylu mogą powodować powstawanie zaskórników.  

Przykładowe kosmetyki, które zawierają mirystynian izopropylu( isopropyl mirystate)
Biały jeleń- hipoalergiczny krem do twarzy z kozim mlekiem
Eveline beauty derm  Q10+R krem na dzień




poniedziałek, 7 września 2015

Nivea soft krem do twarzy- skład


Dzisiejszy wpis będzie poświęcony produktowi jakim jest krem intensywnie nawilżający do twarzy marki Nivea. Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to bardzo popularny kosmetyk, zważywszy na fakt, że Nivea jest bardzo popularnym producentem produktów do pielęgnacji . Krem można dostać niemalże wszędzie. Można go nabyć w opakowaniach o różnych pojemnościach.  (  75ml (tuba), 50ml (pudełko), 100ml (pudełko), 200ml (pudełko), 300ml (pudełko)).

 Przyjrzyjmy się składowi tego kremu i spróbujmy rozłożyć go na czynniki pierwsze

 Aqua,Glycerin, Paraffinum liquidum, Myristyl Alcohol, Butylene Glycol, Alcohol Denat., Stearic Acid, Myristyl Myristate, Cera Microcristallina, Glyceryl Stearate, Hydrogenated Coco-Glycerides, Dimethicone, Simmondsia Chinensis, Tocopheryl Acetate,Lanolin Alcohol(Eucerit) Polyglyceryl-2 Caprate, Dimethicone, Sodium Carbomer, Phenoxyethanol, Linalool, Citronellol, Alpha-Isomethyl Ionone, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Benzyl Salicylate, Benzyl Alcohol, Parfum


Tak prezentują się komponenty użyte do stworzenia produktu. Mało komu chce się czytać tę całą litanię chemikaliów za każdym razem. Dla ułatwienia napiszę, że większość związków się powtarza. Warto zapamiętać te składniki, które uważane są za najbardziej szkodliwe oraz takie, których obecność jest najbardziej pożądana. Nie trzeba znać nazwy każdego konserwantu ponieważ w wielu przypadkach jest tak, że jego ilość jest regulowana prawnie i dodaje się go w takich ilościach, że nie ma on praktycznie żadnego wpływu na skórę, a jest niezbędny do utrzymania właściwej dla produktu konsystencji. Trzeba jednak zawsze  być czujnym i nie podchodzić zbyt ufnie do obietnic producentów, których spełnienie często graniczy z cudem. Wracając do tematu:

AQUA  Czyli  woda. W poście dotyczącym peelingu enzymatycznego opisałam dość obszernie jej zastosowanie. Powtórzę tylko, że stanowi ona rozpuszczalnik dla substancji aktywnych, a jej ilość wpływa w znacznym stopniu na konsystencję produktu. Woda do produkcji kosmetyków jest czysta pod względem mikrobiologicznym i chemicznym. Składnik ten nie stwarza absolutnie żadnego zagrożenia dla konsumentów.

GLYCERIN- To nic innego jak slynna gliceryna, która znajduje się niemal wszędzie. Zapobiega wysychaniu kremu oraz wykazuje właściwości nawilżające. 

PARAFFINUM LIQUIDUM- Pod tą melodyjną nazwą kryje się parafina. W ostatnim poście z zaskórnikowej serii szczegółowo opisałam jej działanie na skórę. Jest to tani olej mineralny, który tworzy na powierzchni skóry warstwę wypełniającą pory i tym samym blokującą gruczoły łojowe, a co za tym idzie powoduje powstawanie zaskórników. Parafina na drugim miejscu nie brzmi dość dobrze zwłaszcza, że ten krem jest popularny zarówno  wśród osób posiadających suchą jak i tłustą, a nawet wrażliwą czy atopową skórę. 

MYRISTYL ALCOHOL - alkohol mirystylowy, który w kremie pełni rolę emulgatora. Oznacza to, że jego funkcją jest stabilizacja konsystencji produktu. Dzięki jego obecności możliwe jest rozpuszczanie się  w emulsji zawierającej wodę składników tłuszczowych.Ten składnik nie ma negatywnego wpływu na skórę. Wręcz przeciwnie- wpływa na jej gładkość i miękkość

BUTYLENE GLYCOL - ten związek ma za zadanie zapobiegać wysychaniu kremu. Ponadto, pełni funkcję rozpuszczalnika dla innych substancji. Podobnie jak glikol propylenowy, jest humektantem ( zatrzymuje wodę, przez co chroni naskórek przed jej utratą). Glikol butylenowy ułatwia przenikanie innych substancji do wnętrza skóry. Uważam, że tę właściwość należy traktować z dystansem dlatego, że nie wszystkie związki użyte to wyprodukowania kremu mają pozytywny wpływ na skórę. Ułatwiając przenikanie pożytecznych składników nie unikniemy przedostania się wraz z nimi tych niepożądanych. 


ALCOHOL DENAT- Jest to alkohol denaturowany. Jest substancją konserwującą. Alkohol denaturowany to skażony etanol. Pełni też rolę promotora przenikania innych składników. Jest to dość powszechnie spotykany związek, który jest także kontrowersyjny. Ma działanie podrażniające i przesuszające. Nierzadko powoduje wysypki i alergie. Taki składnik w kremie intensywnie nawilżającym ? I to na dość wysokim  miejscu w składzie.. Oczywiście jego ostateczne działanie jest regulowane przez inne składniki oraz ich proporcje, ale nie zmienia to faktu, że alkohol denaturowany jest jednym ze związków, których powinniśmy unikać. 




STEARIC ACID - Pod tą nazwą kryje się kwas stearynowy. Związek ten stosuje się najczęściej do produkcji świec. W kosmetyce jest szeroko wykorzystywany  jako składnik mydeł, mleczek, pianek i kremów. Jest to kolejny związek, który reguluje konsystencję kremu. To między innymi dzięki niemu kosmetyk nie ulega rozwarstwieniom. Kwasowi stearynowemu przypisuje się także doskonałe właściwości myjące, co tłumaczy jego zastosowanie do produkcji mydeł. W przypadku tego kremu należy wspomnieć o tym, że chroni skórę przed utratą wody.  Jest to substancja renatłuszczająca. Oznacza to, że odbudowuje ona barierę lipidową. 


MYRISTYL MYRISTATE- Jest to mirystynian mirystylu.  Zaliczany jest do grupy emolientów.  Na skórze tworzy warstwę, która zapobiega odparowywaniu wody z jej powierzchni.  Oprócz tego, że wpływa na konsystencję kosmetyku ma on pełnić funkcję wygładzającą i natłuszczającą. Tutaj także trzeba mieć się na baczności, ponieważ jest to substancja komedogenna( może powodować powstawanie zaskórników).

CERA MICROCRISTALLINA-  Tutaj mamy do czynienia z krystalicznym woskiem mineralnym, który otrzymuje się z ropy naftowej. Brzmi znajomo? To nic innego, jak mieszanina parafin. Jest to substancja, której zadaniem jest wiązanie składników danego produktu. Jak już wspominałam we wcześniejszym poście dotyczącym parafiny- jest to substancja silnie komedogenna. Codzienne tosowanie tego kremu w połączeniu z innymi produktami zawierającymi parafinę na wysokich miejscach może mieć opłakane skutki ( zwłaszcza w przypadku osób posiadających tłustą lub trądzikową skórę).

GLYCERYL STEARATE- Kolejny emulgator wchodzący w skład kremu to stearynian glicerolu. Jest to na tyle powszechny składnik, że możemy go znaleźć w co trzecim produkcie do pielęgnacji i higieny. W związku z popularnością- związek ten jest dobrze przebadany i na tej podstawie uznaje się go za bezpieczny. Oprócz właściwości stabilizujących konsystencję, związek ten tworzy na powierzchni skóry warstwę zapobiegającą utracie wody. Stearynian glicerolu znajduje się na liście substancji komedogennych, jednak dużo niżej niż wspominana już parafina.

HYDROGENATED COCO-GLYCERIDES - Pod tą nazwą kryją się uwodnione glicerydy oleju kokosowego. Są to emolienty, które również znajdują się na liście związków komedogennych przez to, że tworzą na powierzchni skóry warstwę okluzyjną zapobiegającą utracie wody. 

DIMETHICONE - Jest to Polidimetylosiloksan.  Dobra wiadomość jest taka, że nie jest komedogenny. Jest suchy emolient, a także substancja, która przeciwdziała tworzeniu się piany. Zła wiadomość jest taka, że jest to silikon. Zdania na ten temat są mocno podzielone. Przygotuję osobny post dotyczący tej grupy składników. Fajnie, że tworzy warstwę zabezpieczającą przed utratą wody i że nie przenika do głębszych warstw skóry, ale jeżeli mamy wrażliwą skórę to długotrwałe stosowanie silikonów może ją podrażnić. 

SIMMONDSIA CHINENSIS- Ten składnik sugeruje nam, że ma on coś wspólnego z simondsją kalifornijską (jojoba). Tylko, że nie wiemy, czy jest to olejek, ekstrakt czy proszek z nasion jojoby. Skład, który przedstawiłam wyżej dotyczy nowej formuły kremu. Mam też starą wersję, gdzie jest napisane  wprost, że chodzi o olej. Nie wiem, czy akurat na takie opakowanie trafiłam, czy może producent bawi się z nami w "zgadnij kotku co mam w środku". W każdym razie olej jojoba ma właściwości nawilżające oraz regeneracyjne. Szkoda tylko, że jest na tak odległym miejscu, że nietrudno go przeoczyć. 

TOCOPHERYL ACELATE- Tutaj dla odmiany antyoksydant. Pod tą nazwą kryje się zdolność przeciwdziałania utleniaczom . Mówiąc jeszcze jaśniej: W naszym organizmie zachodzi wiele procesów. W wyniku niektórych dochodzi do powstania wolnych rodników. Ich ilość w dużej mierze zależy od  nas. Palenie papierosów, picie alkoholu, nadmierna ekspozycja na promienie słoneczne, nawet praca w hutach powodują zwiększenie ilości wolnych rodników w naszym organizmie. Te cząsteczki są bardzo reaktywne i pośrednio są przyczyną wielu chorób( m.in. nowotwory). Nasz organizm jest przystosowany do walki z nimi jednakże z czasem jest tak, że naturalne antyoksydanty sobie nie radzą. Stosowanie kremów, które zawierają przeciwutleniacze ( przy jednoczesnym stosowaniu filtrów przeciwsłonecznych) pomaga przeciwdziałać wolnym rodnikom, które mają negatywny wpływ na naszą skórę. Wracając do składniku.  Octan alfa-tokoferolu ( bo o nim mowa)  jest jedną z postaci pod jaką występuje witamina E. Stosuje się go w stężeniu 0.5-5%. Aby mówić o dobrych właściwościach antyoksydacyjnych zawartość witaminy E musi oscylować tuż przy górnej granicy stężenia. Wówczas możemy mówić o działaniu przeciwstarzeniowym, łagodzącym, nawilżającym i uelastyczniającym.  W tym przypadku mamy jednak do czynienia z syntetyczną formą witaminy E, która oprócz nazwy ma niewiele wspólnego z opisanymi powyżej właściwościami.

LANOLIN ALCOHOL(EUCERIT) -  Euceryt to substancja, którą otrzymuje się z lanoliny ( która to pochodzi z wełny owiec). W kremie pełni on funkcję emulgatora. Jest to składnik bezpieczny, który nie powinien powodować reakcji alergicznych.

POLYGLYCERYL-2 CAPRATE  - Jest to kolejny związek, który ma działanie emulgujące. 

SODIUM CARBOMER- Pod tą nazwą kryje się zagęstnik, który ma poprawiać konsystencję kremu. Ponadto, wpływa na poziom lepkości produktu. Jest to polimer kwasu akrylowego w formie soli.  Tego typu związki stosowane są w małych ilościach . Większe stężenie może powodować stany zapalne oraz podrażnienia skóry. 

PHENOXYETHANOL-  Jest to bardzo popularny konserwant. Jego zadaniem jest blokowanie rozwoju mikroorganizmów w kosmetyku. Zapewnia tym samym czystość mikrobiologiczną produktu. Jako, że krem w pudełeczku nabieramy palcem  możemy z łatwością przenieść do środka bakterie, które będą się namnażać, a my nieświadomi będziemy smarować nimi twarz. Jednakże jest to składnik, którego dopuszczalne stężenie jest regulowane przepisami. ( dopuszczalne stężenie to 1%).Powoduje on podrażnienia skóry oraz oczu.  Związek ten podejrzewa się o powodowanie wad  wrodzonych u dzieci, dlatego nie poleca się stosowania produktów zawierających phenoxyethanol kobietom w ciązy. Zamiast parabenów mamy phenxyethanol, który jest mniej szkodliwy, ale nie jest też w pełni bezpieczny.

LINALOOL -  Tutaj mamy do czynienia ze składnikiem. który pełni funkcję składnika kompozycji zapachowej, Ma on kwiatowy zapach, który sprawia, że linalol jest często spotykany w składach kosmetycznych. Mimo, że w składzie kremu zajmuje dość odległe miejsce, to należy pamiętać, że w wyniku rozkładu spowodowanego kontaktem z tlenem, może powodować wypryski i alergie. Musimy zatem pamiętać o tym, aby nie pozostawiać odkręconego pudełeczka.

CITRONELLOL - Jest to kolejny składnik kompozycji zapachowych. Połączony z podobnymi związkami odpowiada za woń kremu.  Znajduje się na liście alergenów, w związku z czym( pomimo bardzo niskiego stężenia) u osób o bardzo wrażliwej skórze może powodować podrażnienia

ALPHA-ISOMETHYL IONONE- To także składnik kompozycji zapachowej, który podobnie jak powyższe substancje znajduje się na liście alergenów.


BUTYLPHENYL METHYLOPROPIONAL, LIMONENE ,  - W tych przypadkach jest dokładnie tak samo. Składniki kompozycji zapachowych i alergeny.

BENZYL ALCOHOL- Ten związek może być używany w różnych celach. Może on pełnić funkcję konserwującą, rozrzedzającą, może być też rozpuszczalnikiem, albo składnikiem kompozycji zapachowej. W przypadku tego kremu jego rolą jest współkomponowanie zapachu produktu, jako że imituje on zapach jaśminu. 

BENZYL SALICYLATE -  Jest składnikiem kompozycji zapachowej, a także alergenem.

PARFUM- Pod tą nazwą kryją się inne chemiczne substancje zapachowe, które bardzo często są silnie uczulające. 

Tak prezentuje się skład kremu intensywnie nawilżającego Nivea Soft. Bardzo dużo  w nim syntetycznych substancji, a także potencjalnie uczulających i komedogennych. Do tego silikon, alkohole. Cena kosmetyku mówi sama za siebie. Myślę, że firma Nivea wykorzystuje swoją popularność i nieświadomość konsumentów i pakuje do środka związki, których oddziaływanie na skórę kłóci się z przeznaczeniem kremu. Ponadto dowiedziałam się, że jest to nowa wersja kremu, nowa ulepszona formuła. Tym czasem trzymam w ręce obie wersję i mogę stwierdzić, że nic oprócz szaty graficznej się nie zmieniło. Producent zanotował spadek sprzedaży i postanowił na nowo wzniecić zainteresowanie kremem, żeby nie być stratnym. 
Ponadto uważam, że opakowanie ( mam na myśli pudełko) to bardzo nietrafiony pomysł. O ile jestem w stanie zrozumieć je w przypadku pojemności 50 ml, gdzie zużywa się go dość szybko, o tyle codzienne macanie palcem( niejednym, bo krem słynie z tego, że jest przeznaczony dla całej rodziny) w 300 ml opakowaniu i częste niedokręcanie powoduje, że zamiast nawilżać i regenerować skórę- zanieczyszczamy ją. Najlepszym rozwiązaniem byłyby opakowania 50-100 ml z pompką( wtedy część konserwantów można by zastąpić innymi związkami. Takie rozwiązanie byłoby jednak nieco droższe, ale bezpieczniejsze,




czwartek, 3 września 2015

Co nas "zapycha"?- zaskórniki część II



 Dzisiaj publikuję dla Was drugą część postu dotyczącego zaskórników. Jak pisałam ostatnio, można zrobić wiele aby zapobiec powstaniu zaskórników. Jedną z form profilaktyki jest czytanie składu kosmetyków i analizowanie zdobytych na tej podstawie informacji pod kątem naszej własnej skóry.
 To nie jest tak, że związki komedogenne dodawane są do kosmetyków po to, żeby nam zaszkodzić. Są to substancje, które mają z założenia pełnić zupełnie inną funkcję( np.  wpływać na konsystencję). Producenci doskonale zdają sobie sprawę z nieświadomości konsumentów i ich braku wiedzy na temat składów. W większości przypadków chcą tanim kosztem wyprodukować produkt, który ktoś kupi.  Następnym razem przybliżę Wam temat najróżniejszych chwytów marketingowych stosowanych w przemyśle kosmetycznym popartych przykładami ich zastosowania.
 Jak już pisałam- to, co jednym pomaga  innym szkodzi. Nie można tutaj uogólniać i mówić komuś, że składnik A spowoduje wysyp wągrów, podczas gdy u kogoś nic takiego nie ma miejsca. Warto jest jednak mieć świadomość, że niektórym składnikom przypisuje się działanie komedogenne. Takich substancji jest bardzo dużo, jednak chcę przybliżyć te najczęściej spotykane,
W internecie można znaleźć całe spisy związków "zapychających" wraz ze skalą komedogenności ( 0 do 5, przy czym piątka świadczy o tym, że po danym składniku można spodziewać się tego działania najbardziej). 
 Postanowiłam, że nie będzie to ostatni post z serii o zaskórnikach. Nie chcę pobieżnie opisywać każdego składniku. Wolę napisać więcej na temat jednej  czy dwóch substancji w pojedynczym poście, żeby nie obciążać Was nadmiarem treści na raz. 

PARAFINA -  to bezbarwna i bezwonna substancja, którą pozyskujemy w wyniku destylacji ropy naftowej.  Parafina jest bardzo szeroko wykorzystywana w najróżniejszych gałęziach przemysłu. Stosujemy ją przy produkcji świec czy papieru. Korzysta z niej także przemysł tekstylny, lakierniczy i kosmetyczny. Rynek parafiny w Polsce ma się nieźle. Koszty jej wytworzenia są niskie, a zatem można ją upychać niemalże wszędzie.  Z dostępnych danych dotyczących zysków jednego z przedsiębiorstw zajmujących się m.in. wytwarzaniem parafiny wynika, że z roku na rok jego zyski z tego obszaru działalności są coraz większe. Jednakże skupmy się na właściwościach i wpływie parafiny na skórę.

 Gdzie znajdziemy parafinę?
    
 Jest to substancja na tyle popularna, że spotkać ją możemy w większości kosmetyków dostępnych na rynku.  Znajdziemy ją w kremach, balsamach, produktach do włosów, paznokci, dłoni. Występuje w olejkach do twarzy, produktach dla dzieci,  szminkach, podkładach, pudrach, korektorach i wielu wielu innych produktach. Nadmienię jeszcze, że wpływ, który parafina ma np na nasze dłonie czy skórę na łokciach jest troszkę inny niż w przypadku kosmetyków do pielęgnacji twarzy. 

 Parafiny widmo?

 Załóżmy, że jesteśmy w sklepie i wybieramy krem. Czytamy jego skład i nie rzuca nam się w oczy nazwa Paraffinum. Szczęśliwi kupujemy opakowanie, zużywamy, wracamy po kolejne i tak dalej. W końcu, po kilku latach ktoś nas uświadamia, że Parafina w składach nie występuje tylko i wyłącznie pod jedną nazwą. Parafiny oznaczone bywają jako: Mineral oil, Petrolatum, Paraffin Oil, Paraffinum liquidum, Olej mineralny, parafina, olej parafinowy, Cera microcristallina, Vaseline, Ceresin, Isoparaffin, synthetic wax. 
  
Skoro jest wszechobecna dlaczego szkodzi?

Parafinom przypisywane są właściwości natłuszczające, zmiękczające. Tworzy na skórze ochronny film, który zapobiega utracie wody, łagodzi podrażnienia. Stosowano ją nawet w przypadku zaburzeń trawienia. To wszystko nie jest nieprawdą. Należy jednak po raz kolejny podkreślić, że to , co dla dłoni jest zbawienne dla naszej twarzy już niekoniecznie. 

Jak już zostało wspomniane- parafina tworzy na powierzchni naszej skóry warstwę. W ten sposób rozszerzone pory zostają szczelnie wypełnione. Jako, że powietrze nie jest sterylnie czyste- brud i kurz z otoczenia przyczepiają się do powłoki stworzonej przez parafinę. Blokuje ona  gruczoły łojowe i blokuje wydostawanie się toksyn i potu " na zewnątrz". Ponadto wpływa negatywnie na procesy oddychania. Takie warunki  sprawiają, że pod powłoką rozwijać się mogą bakterie beztlenowe, które powodują trądzik. Ponadto trudno jest się pozbyć parafiny.

Przykłady kosmetyków zawierających parafinę:

kremy: Nivea soft krem intensywnie nawilżający, Ziaja naturalny krem oliwkowy
mleczka: Ziaja mleczko nagietkowe, ogórkowe
makijaż: makeup Revolution The one foundation, Makeup Revolution cover and concealer, Essence soft touch mousse make-up, Catice camuflage cream, Revlon colorstay 
... i wiele wiele innych

Przykład

 Jeżeli mamy problem z tłustą skórą i do tego rozszerzone pory, za sobą wiele lat walki z zaskórnikami, a w nasze ręce wpadnie cudowny, szeroko rozreklamowany podkład w pięknym opakowaniu i do tego w promocji- nie patrzymy na jego skład. Kupujemy kosmetyk, idziemy do domu i testujemy. Nakładamy go do szkoły- koleżanki nam zazdroszczą wygładzonej cery, z dnia na dzień zyskujemy grono adoratorów- jesteśmy szczęśliwi. Czynność powtarzamy następnego dnia i tak przez jakiś  miesiąc. Po pewnym czasie widzimy, że nasza cera nie jest już tak gładka, a bez makijażu boimy się, że własny pies nas nie pozna. Winę oczywiście zrzucamy na to, że po zakupie "cudownego" podkładu odwykliśmy od naturalnego widoku naszego oblicza i jedziemy z koksem przez kolejny miesiąc ignorując sygnały, które wysyła nam nasza skóra.
 Mijają dwa miesiące i dramat. Całą twarz mamy w podskórnych grudkach, które w niektórych miejscach zdążyły już przeistoczyć się w ropne wypryski. Myślimy sobie, że to pewnie przez zjedzone trzy tygodnie temu czipsy i od tego czasu zamiast jednej warstwy podkładu kładziemy dwie. 
  Po trzech miesiącach nasza twarz wygląda jak papier ścierny, a my lądujemy u kosmetyczki, która jest szczęśliwa, że zrobi nam oczyszczanie skóry i w swej dobroci zlituje się nad nami, poopowiada o trądziku ( Jaki trądzik? Przecież ja nigdy nie miałam trądziku), da nam miniwersję jakiegoś kremu wartego tyle, co nasz super podkład, po czym zaprosi na koleją wizytę. 
 A my? Stosujemy dalej super podkład wraz z super kremem i nie widzimy żadnej poprawy. Na dobitkę kupimy sobie jeszcze opakowanie plastrów na wągry i rozniesiemy nasz problem na calutką twarz. Na tym etapie dochodzą problemy z samoakceptacją. Wyżywamy się na kim się tylko da i w bezsilności życzymy koleżankom niemającym tego problemu rychłej śmierci na stosie.  W końcu wylewamy morze łez na jakimś forum internetowym . Ktoś radzi dermatologa. Gardzimy taką radą, bo wydaje nam się, że taki lekarz jest od jakiś ekstremalnych przypadków nie zdając sobie sprawy, że jesteśmy już blisko takiego stanu. W końcu idziemy na wizytę i dostajemy antybiotyk i nierzadko zalecenie zaprzestania nakładania makijażu na czas leczenia. Jesteśmy sceptyczni, ale i bezsilni. Słuchamy rady dermatologa. W końcu widzimy upragnioną poprawę. Zaczynamy interesować się tematem, bo stajemy się bardziej wyczuleni na zagadnienia związane z problemami skóry. Robimy spis kosmetyków, których używaliśmy przed pojawieniem się problemu i próbujemy zidentyfikować winowajcę. 
W końcu dowiadujemy się, że parafina znajdująca się w składzie naszego podkładu ( występująca pod jedną z zamiennych nazw) na którymś z czołowych miejsc była jednym z głównych źródeł problemu. Plujemy sobie w brodę, że daliśmy się nabrać na chwyty marketingowe i zignorowaliśmy sygnały, które nasza skóra wysyłała od dłuższego czasu.

Na zakończenie

Podkreślę raz jeszcze. To, że parafina ma negatywny wpływ na skórę twarzy nie oznacza tego, że musimy wyrzucić wszystko, co ją zawiera i rozpocząć antyparafinową krucjatę najlepiej od zaraz. Nie da się żyć tak, aby całkowicie odciąć się od szkodliwych substancji. Wybierając kosmetyki do twarzy starajmy się aby ta substancja była na możliwie dalekim miejscu w składzie, co oznacza, że do produkcji kosmetyku użyto jej mniej. Zwracajmy uwagę na wszelkie sygnały jakie wysyła nam skóra( zwłaszcza kiedy stosuje




my nowy produkt). Stosujmy kosmetyki zgodnie z ich przeznaczeniem i w takich ilościach w jakich się je zaleca. Miejmy własne zdanie i nie obawiajmy się go bronić, kiedy ktoś na siłę przekonuje nas do swoich argumentów, które w naszym przypadku są bezwartościowe. Najważniejsze jednak jest to, aby wiedzieć z czym ma się do czynienia. Czytajmy składy, zgłębiajmy wiedzę na temat składników- nie dajmy się oszukać ani omamić utopijną wizją nieskazitelnej urody kosztem zdrowia. 




wtorek, 1 września 2015

Temat rzeka- zaskórniki i jeden wielki marketing Część 1


 Kto zmaga się z zaskórnikami wie jak ciężko się z nimi walczy. Problem ten dotyka najczęściej osoby borykające się z trądzikiem młodzieńczym, posiadacze skóry tłustej i mieszanej. Nie oznacza to jednak, że temat zaskórników nie dotyczy osób, które okres dojrzewania mają już za sobą, czy też posiadają inny rodzaj cery. Jest to zjawisko na tyle powszechne, że dotyczy niemalże co drugiej osoby. Na ten temat mówi się coraz więcej, ale moim zdaniem jest to i tak zdecydowanie za mało. Producenci niektórych kosmetyków zdają sobie sprawę z niewielkiej wciąż wiedzy konsumentów na temat składników komedogennych ( powodujących powstawanie zaskórników) i wykorzystują to poprzez nie rezygnowanie z ich dodawania do swoich produktów.

  Zaskórniki pojawiają się na naszej skórze w wyniku zatkania gruczołów łojowych. Wyróżniamy:
- zaskórniki otwarte ( wągry) 
- zaskórniki zamknięte ( podskórne grudki, które z czasem przekształcają się w ropne wypryski)
Nie chcę tutaj zanudzać terminologią . Zainteresowanych odsyłam do definicji.


 Skąd się biorą zaskórniki?

  
Jesteśmy w stanie zrozumieć bezpośrednią przyczynę powstawania zaskórników. Wiemy, że jest to zatkanie ujścia gruczołów łojowych. Trudniejsze jest znalezienie pośredniej przyczyny tego problemu. Myśląc logicznie jesteśmy w stanie na poczekaniu znaleźć kilka czynników mających wpływ na pojawienie się zaskórników.


- sypianie w makijażu

- niedostateczne oczyszczanie twarzy
- nieodpowiednia dieta


Każda z tych przyczyn jest jak najbardziej logiczna i względnie łatwa do uzasadnienia. Gorzej kiedy zadane zostanie inne pytanie:



Jak się pozbyć zaskórników?



Żyjemy w XXI wieku i znamy różne sposoby na zmniejszenie czy nawet całkowite zredukowanie liczby zaskórników. Możemy nakładać maski, robić peelingi, przyklejać plasterki. Korzystamy z zabiegów kosmetycznych, chodzimy do dermatologa. W internecie znajdziemy dziesiątki sugestii, porad, sposobów. Tylko, że nie wszystko dla wszystkich. To, że Pani A przykleiła sobie plasterek, po zdjęciu którego jej skóra była gładziutka i bez skazy nie oznacza, że Pani B nie zedrze sobie plasterka razem ze skórą i nie dość, że nie pozbędzie się zaskórników to  na jej nosie czy brodzie powstanie piekąca skorupa, która goić się będzie kilka tygodni, a zaskórniki jak były tak będą. 



Można zadać trzecie pytanie, które sprawi, że albo nie będzie potrzeby zadawania tego pierwszego, albo będziemy mniej dociekliwie uzyskiwać odpowiedź. 



 Jak nie dopuścić do powstawania zaskórników?



 O tym mówi się zdecydowanie za mało. Dlaczego? Załóżmy, że 50% borykających się z problemem zaskórników młodych ludzi poprzez przestrzeganie prostych zasad zredukuje u siebie liczbę wągrów i grudek. Nie będą ni potrzebowali już specjalistycznej pomocy, gdyż sami nauczą się prawidłowej pielęgnacji. Z całą pewnością można stwierdzić, że liczba szczęśliwych ludzi wzrośnie. Jednakże nie do końca. Kiedy świadomi konsumenci będą wnikliwie czytać składy kosmetyków i produktów spożywczych po które sięgają, gabinety kosmetyczne będą świecić pustkami. Ludzie nie będą płacić grubych pieniędzy za to, żeo ktoś DORAŹNIE udzieli im pomocy. Będą woleli poświęcić więcej czasu na to, aby samemu poznać wroga i pokonać go RAZ NA ZAWSZE.  W dużej mierze w zakładach kosmetycznych rządzi hipokryzja i pazerność. Wita nas uśmiechnięta Pani, która od progu mydli nam oczy cudowną wizją nieskazitelnej cery. Całości dopełniają zdjęcia rodem z bajki o Photoshopie. Pani wykonuje usługę, my płacimy( nierzadko krocie) i jesteśmy wolni od zaskórników... na jakiś tydzień. Po nas przychodzi kolejna osoba i tak cała rzesza przewija się przez gabinet i cieszy się, że kosmetyczka w swej łaskawości poleciła nam jeszcze jakiś krem. (!)  Co z tego, że Pani najpewniej ma podpisaną umowę z jakąś firmą, która płaci jej za "polecanie kremu" i obdarowuje ją długopisami, naklejeczkami i innymi pierdółkami, a jeśli Pani poleci krem określonej liczbie osób, która go kupi  - niewykluczone, że wraz z mężulkiem polecą za darmo na Teneryfę. No cud, miód i orzeszki. Pół biedy, gdy jest to krem faktycznie bogaty w składniki odżywcze i dostępny w wielu wersjach odpowiednich dla każdego typu skóry. Najczęściej jest to jednak produkt, w którym parafiny jest tyle, że można kolonizować Marsa, a wersja dla cery tłustej różni się od tej do cery dojrzałej mdłym zapaszkiem łatwej kasy. 

 Owszem są gabinety w których opisane powyżej zjawisko nie występuje, ale byłoby ono znacznie rzadsze gdybyśmy my- konsumenci wiedzieli jak najwięcej o naszym rodzaju cery i znali składniki, których obecność jest w stanie nam pomóc oraz zaszkodzić. 
 Nie ma uniwersalnego kompendium wiedzy o tym, co u Kowalskiej spowoduje wysyp zaskórników, a u Nowakowej go zredukuje. Istnieje jednak lista najpopularniejszych komponentów, które na podstawie badań i obserwacji są uważane za komedogenne w różnym stopniu.  Nie ma żadnej reguły dotyczącej co u kogo będzie bardziej "zapychające". Takiego spisu nie możemy w żadnym wypadku pojmować dosłownie. Powinniśmy jednak być świadomi informacji w nim zawartych i musimy umieć przełożyć dane teoretyczne na wiedzę praktyczną i umieć ją prawidłowo wdrożyć w swoim życiu, żeby nigdy więcej nie dać się omamić chciwej rzeczywistości, w której liczy się jedynie łatwy zysk.



CDN.